Wybierz temat:
O nas Hiszpania |
Pobyt na Costa del Sol, lipec 2005 r.
Na podróż do Hiszpanii czekaliśmy odkąd dowiedzieliśmy się, że zaistniała szansa na "życiową wyprawę". Cel: Costa del Sol, czyli jedno z takich miejsc, które odwiedza się raz i kolejny może się już nie powtórzyć. My postanowiliśmy wycisnąć z naszej szansy ile się da, tym bardziej, że okoliczności wyprawy były raczej dalekie od typowych dla turystycznych wojaży.
 | | Plaża w Sotogrande |
W lipcu 2005 towarzyszyliśmy naszym pracodawcom w corocznych, dwutygodniowych wakacjach w Sotogrande, pracując w raczej wyczerpujących warunkach klimatycznych. Jednak mimo upału i odmiennego trybu dnia (w Hiszpanii życie zaczyna się po zmroku) pobyt był bardzo egzotyczny i atrakcyjny.
Staraliśmy się wykorzystać każdą wolną chwilę, by zobaczyć coś ciekawego.
Sjesty spędzaliśmy najczęściej na pobliskich plażach Morza Śródziemnego, które bardzo kojarzyły się nam się z poczciwymi nadbałtyckimi piaskami. Trzeba przyznać, że były bardziej rozległe, ciemniejsze i czystsze od rodzimych, choć brakowało nam bardzo tzw. infrastruktury turystycznej, czyli krótko mówiąc swojskich budek z chłodnym piwkiem i atrakcjami :-).
Wolne wieczory były wyśmienitą okazją na spacery. Uzbrojeni w hektolitry wody ruszaliśmy na zwiedzanie okolicy. Nasz "turystyczny" zmysł oraz wskazówki bardziej Zorientowanych doprowadziły nas m.in. do portu jachtowego, plaży przy kurorcie Estepona, Malagi oraz miasteczka La Linea z nieocenionym Carefour'em :-). Wszystkie wycieczki są przedstawione w galerii zdjęć. Warto jednak dodać, że przy okazji tych wypadów mogliśmy zobaczyć nieco bardziej rzeczywiste oblicze Hiszpanii, niż to kreowane przez biura turystyczne.
 | | Kurort w budowie |
Jadąc nowowybudowaną, nadmorską autostradą nietrudno dostrzec licznych luksusowych osiedli, nad którymi królują tysiące dźwigów. To dzielnice apartamentów i willi dla bogatych, zagranicznych turystów. Rosną jak grzyby po deszczu w najatrakcyjniejszych częściach wybrzeża. Uderzający jest kontrast między owymi kurortami a graniczącymi z nimi miastami portowymi, które stanowią dla nich źródło siły roboczej i zaopatrzenia. Miasteczka bardziej przypominają polskie, tłoczne miejscowości wczasowe, gdzie nie brak targowisk, ulicznych sprzedawców i podupadających warsztatów, a każdy budynek oblepiony jest bilbordem reklamującym kolejny kurort. Ich egzystencja jest całkowicie zależna od turystyki.
Dwa wolne dni spędziliśmy zupełnie poza domem. Pierwszy został poświecony plażowaniu nad Atlantykiem i wycieczce do nadmorskiego miasteczka Tarifa. Drugi to wyprawa w "głąb lądu" do Castel de la Frontera (Zamku na Granicy) i sławnego miasta walk byków - Rondy.
 | | Plaża w Bolonii na Costa del Luz |
Dzień nad Atlantykiem, na Costa del Luz, było miłą odmianą w porównaniu do chwil spędzonych na plażach Morza Śródziemnego. Złote piaski rozległej plaży Bolonia i turkusowa woda oceanu przywołały ponownie egzotyczną Hiszpanię ze stron katalogów. Jak widać na fotkach, bawiliśmy się całkiem dobrze :-), choć później srogo za to zapłaciłam długo lecząc przypieczoną skórę.
 | | Port w Tarifie |
Po lunchu ruszyliśmy do Tarify, typowo turystycznego miasta, o tradycyjnej "hiszpańskiej urodzie". Wąskie uliczki kluczą pomiędzy białymi ścianami domów upiększonych kaskadami kwiatów. Co krok sklepik z pamiątkami - nareszcie! Przyznam, że trochę pobłądziliśmy szukając portu rybackiego i miejskiej plaży, ale warto było!
Po tym krótkim rekonesansie wróciliśmy ponownie nad Atlantyk, ale tym razem na plażę Punta Paloma, która okazała się być bardzo wietrzną plażą nudystów!. :-)
Kolejny wolny dzień zaczął się wcześnie, gdyż mieliśmy ambitny plan jeszcze raz (przed wyprawą do Rondy) pojechać na plażę Bolonia. Po lunchu w pobliskiej restauracji rybnej ruszyliśmy do Rondy. Po drodze zahaczyliśmy o zamek Castel de la Frontera, który otacza mini miasteczko cudnej urody. Obiekt położony jest na wzgórzu, z którego rozciągają się imponujące widoki m.in. na Gibraltar i turkusowe jeziora.
Podróż do Rondy ukazała nam (po raz kolejny) nieco inne oblicze Hiszpanii. W głębi lądu dominuje spalony słońcem górzysty krajobraz. U stóp stromych zboczy bielą się, przycupnięte do skał, miasteczka (pueblos blancos) otoczone winnicami, gajami oliwnymi i połaciami suchej trawy. Na wysokości ponad 1000 m n.p.m. szczyty i łańcuchy Gór Batyckich ciągną się na północ aż po horyzont.
 | | Jedno z "białych miasteczek" |
Ronda nas zachwyciła! Zwłaszcza jej niecodzienne położenie: na litych skałach, wśród zboczy górskich. Głęboki na 130 m wąwóz El Tajo przecina miasto na dwie części: Starą - arabską i Nową - chrześcijańską. Łączy je piękny, trzypoziomowy most Puente Nuevo (jeden z trzech w mieście) budowany w latach 1755-1793. Rozciągają się z niego niesamowite widoki na okolice miasta oraz w głąb stromego wąwozu.
Prócz ciekawego położenia miasto, dziś głownie ośrodek turystyczny, ma przebogatą historię i równie imponujące zabytki.
 | | Położona na skale Ronda |
W okresie rzymskiego panowania na Półwyspie Iberyjskim, Ronda stanowiła celtycką enklawę. Od VIII do XV w. znajdowała się pod rządami Arabów. W 1485 r. miasto zajęli Hiszpanie. Dawna arabska Alcazaba (fort) pozostaje w ruinie od czasów wojen napoleońskich. Łaźnia arabska został zbudowana w XIV w. Obecna gotycko-renesansowa katedra Santa Maria la Mayor zbudowana była oryginalnie jako meczet. Zabytkiem epoki renesansu jest pałac Markiza (Palacio del Marqués de Salvatierra). Pochodząca z 1784 r. Real Maestranza jest jedną z najsławniejszych i prestiżowych aren walk byków w Hiszpanii. Tematykę tej specyficznej hiszpańskiej tradycji przybliża Muzeum Walk Byków (Museo Taurino). Swą urodą zachwycają też urocze kamieniczki z wyrafinowanymi fasadami i kolorystyką.
Któregoś wieczoru, odwożąc gości na lotnisko, mieliśmy okazje zwiedzić stolicę Wybrzeża Słońca - Malagę. Miasto liczy około miliona mieszkańców i jest jednym z największych ośrodków przemysłowych na południowym wybrzeżu. To także duży port handlowy otoczony od strony lądu górami Montes de Malaga.
 | | Fort Alcazaba w Maladze |
Choć historia miasta sięga czasów Fenicjan, panujący tu Arabowie pozostawili po sobie większość tutejszych zabytków m.in. wznoszący się nad miastem fort Alcazaba. Mieści się tam teraz muzeum archeologiczne. Z murów fortu rozciąga się przepiękny widok na miasto. Dostrzec można zarysy kościołów Nuestra Senora de la Victoria, S. Juan, S. Mártires oraz katedrę budowaną w latach 1528-1588 i pałac biskupi z XVIII w.
Bardzo żałowaliśmy, że ze względu na późną porę nie starczyło nam czasu na zwiedzenie wszystkich interesujących miejsc. Mamy wiec postanowienie: jeśli jeszcze raz uda nam się wybrać do Malagi, spędzimy tam przynajmniej kilka godzin więcej.
Jest jeszcze jedno miejsce, które musimy odwiedzić kolejny raz. To Gibraltar - ostatnia kolonia Europy należąca do Wielkiej Brytanii. Wybraliśmy się tam któregoś popołudnia . "na spacer". Samochód zostawiliśmy na parkingu w Hiszpanii ze względu na długą kolejkę aut oczekujących na przekroczenie granicy.
Droga prowadząca do miasta przebiega po płycie lotniska! Gdy ma startować lub lądować samolot drogę zamykają szlabany dokładnie takie same, jak na przejazdach kolejowych (jest to najprawdopodobniej jedyny taki przypadek na świecie). Pas startowy długości 2000 m wchodzi na ok. 1 km w głąb Zatoki Gibraltarskiej (znanej też pod hiszpańską nazwą jako Zatoka Algeciras).
 | | Skała gibraltarska |
Główna ulica miasta - Main Street jest jednym wielkim pasażem handlowym. Znajduje się tu wiele sklepów z tanimi rzeczami, gdyż Gibraltar jest strefą wolnocłową.
Kierując się dalej na południe, przy końcu Main Street, dochodzi się do kolejki linowej, którą można dotrzeć na szczyt Skały (The Rock). Najdalej na południe wysuniętym punktem Gibraltaru jest Przylądek Europa, na którym znajduje się latarnia morska. W skale znajduje się ok. 48 km korytarzy (więcej niż długość dróg na powierzchni) wydrążonych głównie w czasie Drugiej Wojny Światowej. Obecnie w związku z trudnościami komunikacyjnymi część tuneli udostępniono mieszkańcom jako arterię, dzięki czemu mogła powstać droga dookoła półwyspu.
Najstarszym zabytkiem jest Wieża Hołdu będąca pozostałością zamku Maurów. Jest tu parę kościołów, łaźnie Maurów, cmentarz poległych w bitwie pod Trafalgarem i oczywiście fortyfikacje ciągnące się na całej długości półwyspu. W centrum stolicy znajduje się pałac gubernatora, piętnastoosobowy parlament i siedziba rządu.
 | | Fiesta w La Linea |
Niestety, ze względu na brak czasu nie byliśmy w stanie zobaczyć wszystkiego. Jednak najbardziej żałujemy, że nie widzieliśmy sławnych małp berberyjskich, które są największą ciekawostką Gibraltaru i jedynym z dziko żyjących gatunków małp w Europie. Pochodzenie ich nie zostało wyjaśnione. Najprawdopodobniej zostały przywiezione przez Maurów jako maskotki domowe, a po wygnaniu ich z Hiszpanii pozostawione bez opieki zdziczały.
Gibraltar, a właściwie całą Hiszpanię, żegnaliśmy podczas hucznego rozpoczęcia fiesty w La Linea. Prawie całe miasto przyszło nad zatokę oglądać imponujący pokaz fajerwerków, który rozpoczął kilkudniowe święto. Dla nas zbliżał się jednak czas wyjazdu i trzeba przyznać, że troszkę było żal...
Część informacji o Tarifie, Maladze, Rondzie i Gibraltarze zaczerpnęłam ze stron internetowych: www.zapala.pl; www.malaga.turist.com.pl; www.travelplanet.pl |